„Jeszcze raz proszę: uzbrój się w wiarę i cierpliwość, a Bóg nam wszystko wynagrodzi.”
— Leonard Goszczyński, mój dziadek, w liście do żony z przymusowych robót w Niemczech,
1940 r.
Są pytania, które wracają po latach – jak echo.
Zadajemy je sobie znów, choć wydawało się, że już nie trzeba.
Dziś jest 2025 rok.
W mediach i w rozmowach coraz częściej słyszymy o roku 2027 – jako o możliwym punkcie zapalnym. O potencjalnej wojnie. O tym, że Rosja i Chiny mogą wtedy podjąć skoordynowaną agresję – na Tajwan i na państwo NATO. Głównodowodzący sił NATO w Europie, generał Alexus Grynkewich, powiedział niedawno, że Zachód ma nie więcej niż 18 miesięcy, by się przygotować.
I znów to pytanie:
Jak żyć, kiedy mamy tylko dwa lata – może – spokoju?
Czy budować dom? Zaczynać miłość? Inwestować? Czy uciekać? Chronić się? Czekać?
81 lat później – sierpień 1944 i sierpień 2025
Dziś przypada 81. rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego.
Moja rodzina dobrze zna jego cenę.
Mój dziadek, Leonard Goszczyński, walczył w konspiracji jako żołnierz Armii Krajowej – pseudonim Toliński. W 1939 roku został pojmany i trafił do Stalagu IIIA jako jeniec wojenny. Po wypuszczeniu w 1940 roku zmuszono go do pracy przymusowej w okręgu Poczdam, gdzie rozładowywał wagony z węglem i pracował na roli. Zachowały się jego listy do mojej babci Janeczki – czułe, pełne troski. Pisał:
„Jeszcze raz proszę: uzbrój się w wiarę i cierpliwość, a Bóg nam wszystko wynagrodzi.”
Wrócił do Warszawy w grudniu 1941 i działał w konspiracji.
Po upadku powstania zbiegł i ukrywał się do końca wojny.
Jego siostry – Balbina i Antonina – również walczyły. Dokumenty całej trójki moja mama przekazała do Muzeum Powstania Warszawskiego. W 1983 roku mój dziadek został pośmiertnie odznaczony Warszawskim Krzyżem Powstańczym.
Babcia, filmy i pytanie o przyszłość
Gdy byłam dzieckiem, uwielbiałam z babcią Janeczką oglądać „Stare Kino” – polskie, czarno-białe filmy z 1938, 1939 roku.
Zawsze zastanawiałam się, czy ci młodzi aktorzy, ci ludzie w restauracjach, na balach i nad Wisłą – czy oni wiedzieli?
Czy przeczuwali, że za kilka miesięcy ich świat spłonie?
Polska wtedy kwitła. Warszawa tętniła życiem. Życie było piękne.
I przyszło piekło.
Babcia po Powstaniu uciekała z płonącego miasta z moją mamą, która miała wtedy 1,5 roku.
Wiozła ją w wózku przez gruzy, przez zgliszcza, przez nowy lęk.
A dziś? Znowu mamy ten czas „przed”
Mamy 2025 rok.
Jest względny pokój.
Mamy plany, kredyty, wakacje, seriale. Ale coś wisi w powietrzu.
Eksperci ostrzegają. Wspomnienia się budzą.
I znów to pytanie wraca – prawie to samo, które zadawała sobie moja babcia:
- Jak żyć, kiedy świat może się zmienić?
- Jak żyć, kiedy znów pachnie wojną, ale jeszcze kwitnie lato?
- Czy podejmować decyzje tak, jakby nic się nie miało wydarzyć – czy tak, jakby wszystko mogło się wydarzyć?
Moja odpowiedź: być obecna, uważna i odważna
Nie wiem, co przyniesie rok 2027.
Ale wiem, że nie chcę bać się tak, by zamarznąć.
Nie chcę żyć w zawieszeniu.
Nie chcę przekazywać lęku dalej – tylko siłę. Uważność. Decyzyjność.
Dlatego tworzę. Dlatego uczę o Polsce. Dlatego opowiadam historie – własne i cudze.
Bo to, co możemy zrobić teraz, to budować pamięć, wspólnotę i zrozumienie.
Na zakończenie – pytanie do Ciebie
- Czy Twoja rodzina też ma historię wojenną?
- Czy czujesz, że historia się powtarza?
- Co robisz dziś, kiedy nie wiesz, co będzie za dwa lata?
Podziel się w komentarzu. Być może ktoś przeczyta Twoją historię i poczuje się mniej samotny.
